Skarb Inków w Tropsztynie

Mgnieniem w historii zamku jest odnotowane jednoroczne panowanie na nim rodziny Stadnickich w 1615 roku. To tutaj baron Mikołaj Berzewiczy ożenił się z Jadwigą Stadnicką, co zostało zapisane w księgach metrykalnych kościoła w Tropiu, gdzie także urodził się Ferdynand, dziadek Sebastiana Berzewiczego, który to właśnie Sebastian jest głównym bohaterem naszej opowieści. Urodził się on w roku 1698 i dożył blisko stu lat.

Pisze w 1947 r. Jalu Kurek: „Jeden z Berzewiczych – Sebastian – poślubił Indiankę peruwiańską z wymierającego już wówczas narodu Inków. Córka tego stadła, Umina, wyszła za Amaru, potomka królewskiego rodu Atahualpy. z tego całkiem egzotycznego małżeństwa pozostał syn Antonio z dodatkową nazwą Inkas, albowiem z pochodzenia w stu procentach przedstawiciel krwi wytraconego narodu tubylców peruwiańskich. Antoni – Antonio mieszkał na zamku w Niedzicy. Jego prawnukiem jest (…) obywatel Bochni – Andrzej Benesz…”

Znów pojawiło się nazwisko Andrzeja Benesza – był przecież właścicielem Tropsztyna od 1970 roku do tragicznej śmierci w 1976 r. Dlaczego człowiek o wysokiej pozycji społecznej energicznie stara się zakupić ruiny tak odległe od jego miejsca zamieszkania (był mieszkańcem Wybrzeża i prezesem Polskiego Związku Żeglarskiego) i z tak niewygodnym dla siebie dojazdem? Kimże więc jest ów Andrzej Benesz? Przede wszystkim wicemarszałkiem Sejmu PRL w latach 1971 – 1976. Może jednak wprzódy należałoby napisać, że był w prostej linii potomkiem Tupaca – Amaru II – wodza powstania narodowego ludów andyjskich zjednoczonych przez Inków, tworzących państwo Tawantinsuyu? Państwo peruwiańskie (Tawantinsuyu) było rozgrabiane przez najeźdźców hiszpańskich od 1532 roku. Peruwiańczycy powstawali przeciw swym ciemiężcom kilkadziesiąt razy – niestety zawsze bezskutecznie.

w tym okresie (w drugiej połowie XVII w.) przebywał w Peru Sebastian Berzewiczy, wżenił się w arystokrację inkaską i miał córkę Uminę, która została żoną bratanka Tupaca Amaru II. Po kolejnym nieudanym powstaniu grupa arystokracji peruwiańskiej wraz z rodziną Sebastiana uchodzi do Wenecji, gdzie ginie zamordowany przez Hiszpanów ojciec Antonia. Wtedy jego dziadek Sebastian zabiera go wraz z matką Uminą do zamku krewnych w Niedzicy nad Dunajcem. Tutaj także dopadają ich Hiszpanie i mordują Uminę. Antonio staje się ostatnim potomkiem królewskiego rodu inkaskiego. Sprawą pierwszej wagi dla Sebastiana – dziadka Antonia – jest ustrzeżenie wnuka przed eksterminacją. Znajduje na to sposób. Ukrywa go na Morawach w wielodzietnej rodzinie krawca Benesza, który adoptuje Antonia. Dla Hiszpanów ślad został skutecznie zatarty, czego najlepszym, dowodem jest potomek Antonia w kolejnym pokoleniu Andrzej Benesz, nasz wicemarszałek Sejmu. On też w archiwach rodzinnych odnalazł dokument, w którym zloklalizowano miejsce ukrycia słynnego pisma węzełkowego kipu – które to pismo miało wskazać trzy kryjówki, w których ukryto złoto Inków – złoto potrzebne do odtworzenia państwowości inkaskiej – złota okrytego klątwą kapłanów. Tylko Rada Inków może zezwolić na wykorzystanie kosztowności, inni znalazcy zginą.

Andrzej Benesz w lipcu 1946 roku oficjalnie za zgodą władz i w obecności świadków rozpoczął poszukiwania na zamku w Niedzicy i odnalazł pod stopniem schodów zamkowych zwój pisma węzełkowego kipu zamknięty w ołowianej rurze. Niestety nie odczytał pisma, tak jak do tej pory nie dokonał tego nikt na świecie, pomimo odnalezionych licznych sznurów tego pisma. Poszukiwanie pisma kipu (i próba jego odczytania w Peru), zakup ruin zamku Tropsztyn i penetrowanie go – wszystko to wskazuje, że Andrzej Benesz wielkim nakładem środków czegoś szukał i z całą pewnością nie ujawnił wszystkich tajemnic zawartych w archiwach rodzinnych. Można z dużym prawdopodobieństwem zaryzykować tezę, że szukał skarbów Inków, niepomny, że są one obłożone klątwą i być może właśnie ona była przyczyną jego tragicznej śmierci?

Faktem jest, że uciekinierzy z Peru dysponowali sporymi zasobami, jako że do Niedzicy przybyli orszakiem kilku powozów i furmanek. Dziadek Sebastian ulokował Antonia u ubogich Beneszów, którzy wkrótce wybudowali kamienicę (!) w centrum Krumlowa na Morawach. Dlaczego jednak A. Benesz szukał złota i kosztowności w ruinach Tropsztyna, który nabył od Skarbu Państwa?

Trzeba mieć świadomość, że Inkowie nigdy nie przechowywali kosztowności w miejscu zamieszkania. Zamek Tropsztyn wtedy w ruinie, ale na wyniosłej skale (obecnie od strony wody robi imponujące wrażenie, a lustro Dunajca od tego czasu, wskutek spiętrzenia wody przez zaporę w Czchowie, podniosło się aż o 14 metrów!), posiada wewnątrz komory powietrzne – jaskinie, groty, jest w pół dnia drogi Dunajcem od Niedzicy i na dodatek tutaj urodził się dziadek Sebastiana – Ferdynand! Swojska okolica.

Powie ktoś, że to tylko hipotezy, ale hipotezami nie są jednakowe wyniki badań trzech niezależnych od siebie radiestetów o dużej renomie, które potwierdzają istnienie na głębokości 14 – 15 m skupiska metali i kamieni szlachetnych o znacznych rozmiarach, a także zwoje sznurów ozdobione metalem (pismo kipu?). Należy tu dodać, że dostęp do podziemi zamku, poza udostępnionymi do zwiedzania, podczas prac odtworzeniowych został zalany kilkuset tonami cementu.